Po tym, jak dzisiaj zamieściłam na FB zdjęcie „przed i po”, poczułam, że muszę napisać coś więcej o retuszu.

A z moim retuszem to było tak… (zaczęła jak stara babcia)

W pierwszych dwóch latach mojego fotografowania nie odczuwałam w ogóle potrzeby posiadania Photoshopa. Bo „fotoszop” zmienia zdjęcia, bo są nienaturalne, bo plastik, „porażki fotoszopa” itp. Rzecz jasna było to również trudne do ogarnięcia dla mnie – próbowałam zaprzyjaźnić się z Gimpem, aaaale nie dał się, więc za „szopa” też się nie brałam. Z czasem zobaczyłam, że jednak czegoś brakuje moim zdjęciom i Lightroom nie daje pełni możliwości. Zdarzało się, że cera fotografowanej osoby potrzebowała retuszu, a łatka w Lightroomie nie do końca radziła sobie ze wszystkimi wyzwaniami. Do tego zaczęłam oglądać mnóstwo zdjęć w czasopismach modowych – wyretuszowanych w każdym detalu. Ja też tak chciałam, ba, kto nie chciałby robić zdjęć, które wyglądają jak z okładki? 😀

Jak zawsze i we wszystkich dziedzinach – początki są trudne, a czasem potworne (nie będę się nimi dzielić, o nie!). Dużo czytałam w internecie, oglądałam tutoriali na Youtube, a nawet kupowałam, bo taka wiedza kosztuje. Muszę od razu powiedzieć, że nie zawsze i nie wszędzie w internecie możemy znaleźć dobre materiały. Przeglądałam, oglądałam wiele z nich, po czym okazywało się to stratą czasu. Nic konkretnego. Coś co już słyszałam, albo coś, co nie dawało tego efektu, na którym mi zależało.

Okej, sama wiedza to nie wszystko. Jednak garstka informacji okazała się być przydatną, część sama modyfikowałam. Jednak trzeba było dużej ilości zdjęć i czasu spędzonego przy monitorze, aby opanować pewne techniki, z niektórych zrezygnować, inne udoskonalić, aby wyklarowało się coś co w końcu zaczęło mnie satysfakcjonować. Dlatego warto pamiętać, aby się nie poddawać! Może nie wychodzić raz, drugi,… dziesiąty, ale tak naprawdę to praktyka pozwala nam przyswoić sobie wiedzę. Praktyka i własne eksperymenty.

Wspomniałam wcześniej o cerach wymagających retuszu. Nikt nie jest idealny. Światło lamp studyjnych pokazuje WSZYSTKO. Tak, wiedziałam, że piękne modelki na okładkach modowych czasopism mają świetne ciało, cerę – ale – nawet idealne modelki dostają swoją dawkę poprawek w Photoshopie od retuszerów (tak, tak, są ludzie, którzy nie robią zdjęć, a retuszują). Dlatego umiejętność nawet delikatnego retuszu jest w fotografii bardzo potrzebna jeżeli chcemy, aby klientki były bardzo zadowolone 🙂

Na mój Fanpage odważyłam się zamieścić zdjęcie z moją twarzą. Nie była to łatwa decyzja, bo cerę ogólnie mam straszną, a zdarza mi się pozować do zdjęć innym fotografom i trochę wstyd, ale przemogłam się, aby pokazać różnicę przed i po.

Pragnę jeszcze tylko zauważyć, że retusz, to nie wycinanie kogoś z obrazu lub dodawanie fajerwerków czy co tam jeszcze można wymyśleć, tylko poprawianie urody i to nie drastycznie, aby osoba fotografowana jeszcze umiała się na zdjęciu rozpoznać 😀

Podsumowując krótko. Nawet jeśli myślicie, że nie potrzebujecie „fotoszopa” to moim zdaniem prędzej czy później poczujecie, że jednak chcecie wiedzieć i umieć więcej. Ja na początku to w ogóle byłam przeciwniczką „fotoszopowania”, bo przecież to sztuczne. Ale obróbka nie musi wyglądać jak plastik 🙂

Pamiętajcie – nikt nie jest idealny 🙂

Fotografie, włosy (i koloryzację) oraz make-up wykonała Angelika Lipa 🙂 Mój retusz oczywiście 😉

przedpo- IMG_2609 IMG_2620 IMG_2674